Kanał Stambulski. Geopolityczne ambicje Ankary

29 czerwca br. uruchomiono nowy mega projekt – budowę Kanału Stambulskiego (Kanału „Stambuł”), łączącego Morze Marmara z Morzem Czarnym. Kanał stanie się alternatywą dla Bosforu i w założeniu ma przynieść dużo pieniędzy do tureckiego skarbca. Jednak nie wszyscy podzielają entuzjazm tureckich władz. Ekolodzy obawiają się, że przyniesie on więcej szkód niż korzyści, a niektóre państwa niepokoi kwestia, postrzegania przez Turcję w nowych warunkach, zapisów Konwencji z Montreux i dotychczasowych zobowiązań tego kraju wobec przejść morskich na Morze Czarne. Jak Kanał Stambulski zmieni gospodarkę i politykę regionu?

Podczas uroczystości otwarcia budowy kanału, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan ogłosił: „Dzisiaj otwieramy nową kartę w rozwoju Turcji, kładąc pierwszy kamień w budowie mostu przez kanał Stambuł. Życzę, aby przyniosło to korzyści miastu, Turcji i całemu naszemu narodowi”. Dodał, że „wszystkie niezbędne badania, w tym wpływ budowy kanału na środowisko, zostały już wykonane, a wokół zatoki powstaną osiedla mieszkaniowe, parki, obiekty turystyczne oraz strefa rozwoju technologii.

Zgodnie z założeniami tureckich władz, „Stambuł” rozładuje Bosfor, który w ostatnich latach staje się coraz bardziej niebezpieczny dla miasta. Optymalna ilość statków, która powinna przechodzić przez cieśninę Bosfor, to 25 tys. statków rocznie. Tymczasem „każdego roku przez Bosfor przepływa 45 tysięcy statków. I jeśli nie pojawiłaby się alternatywa dla tej cieśniny, to do 2050 roku jej obciążenie potroiłoby się. Przepływ każdego dużego statku niesie ze sobą ryzyko. Przewożone są różne ładunki, każdy wypadek staje się zagrożeniem, które może doprowadzić do pożarów i zniszczeń w Stambule, w tym dóbr kultury” – wyjaśniał podczas swego wystąpienia Erdoğan.

Faktycznie wypadki takie zdarzają się i to dość często: ostatni raz ruch na Bosforze został zatrzymany pod koniec maja br. z powodu tankowca, który stracił sterowność. Nowe przejście morskie, to największa inicjatywa infrastrukturalna w historii Turcji. Na kanał "Stambuł", Turcja planuje wydać w ciągu sześciu lat jego budowy, 15 miliardów dolarów. Projekt zwróci się w ciągu 15 lat. Spodziewane przychody to miliard dolarów rocznie. Część tej kwoty tureckie władze planują prawdopodobnie uzyskać od inwestorów zagranicznych, na przykład z Kataru. Erdogan często wracał z podróży do Doha, z umowami na wielomiliardowe inwestycje.

Kanał będzie miał 45 kilometrów długości, o 15 km więcej niż Bosfor. Minimalna szerokość wyniesie 275 metrów, czyli będzie dwa i pół razy węższy niż cieśnina. Przepustowość nowego kanału wyniesie ponad 185 statków dziennie, na Bosforze przepustowość wynosi w granicach 118-125 statków dziennie.

Erdoğan od dziesięciu lat mówił o nowej arterii. Ale mega budowa nie wszystkim w Turcji jest w smak. Na przykład burmistrz Stambułu Ekrem Imamoglu wypowiedział się przeciwko kanałowi. Wezwał nawet do przeprowadzenia referendum na temat jego budowy. Ekolodzy z kolei, martwią się, że Morze Czarne może się spłycić, a ekosystem Morza Marmara zostanie zaburzony. Nie wykluczają trzęsień ziemi. Zagrożone jest również zaopatrzenie w wodę Stambułu - kanał pochłonie część zapasów słodkiej wody.

Osobną kwestią jest los Konwencji z Montreux, która reguluje przejście do Morza Czarnego przez Bosfor i Dardanele. Zgodnie z tym dokumentem przejścia statków żeglugi handlowej są bezpłatne i nieograniczone co od ilości tych statków, a więc Turcja na tym nie zarabia. Ale państwo to, kontroluje ruch okrętów wojennych, z państw spoza basenu Morza Czarnego. Okręty tych państw nie mogą przebywać na Morzu Czarnym dłużej niż trzy tygodnie, a ich łączny tonaż nie może przekraczać 45 tysięcy ton.

W kwietniu br. wypowiedzi tureckich polityków, o ewentualnym wycofaniu się Ankary z porozumienia Montreux, sprowokowały otwarte wystąpienie byłych tureckich admirałów, którzy napisali list otwarty, przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń. List wywołał burzę w Turcji, a admirałowie zostali oskarżeni o szkalowanie władz i aresztowani. Prezydent Erdoğan szybko zapewnił, że konwencja nadal obowiązuje. Pozostały jednak obawy, że kanał stambulski pozwoli Ankarze obchodzić swoje oficjalne stanowisko, w tej kwestii.

Budowy kanału nie pochwalają kraje czarnomorskie, z wyjątkiem Ukrainy i Gruzji, które chciałyby zwiększyć w pobliżu swoich wód, obecność zachodniego sojuszu wojskowo-politycznego. Tureckie władze chciałyby, aby projekt był atrakcyjny dla zachodnich państw spoza Morza Czarnego, ale perspektywa nowego przejścia z M. Śródziemnego na M. Czarne nie podoba się, nie tylko Grecji, ale także krajom czarnomorskim Rumunii i Bułgarii. Kanał jest również niepożądaną inwestycją dla Rosji. Moskwa nie chce, aby kraje spoza Morza Czarnego, zwłaszcza kraje NATO, mogły obchodzić konwencję z Montreux i zapewnić sobie stałą obecność marynarki wojennej na Morzu Czarnym. Odmienne zdanie mają USA, Wielka Brytania i inne wiodące kraje NATO. Uważają, że zapisy Doktryny Montreux są przestarzałe i starają się zwiększyć liczbę swoich okrętów w rejonie czarnomorskim.

__________

Źródło: Anadolu, Reuters z 29.06.2021