Skandal wokół niemieckiej „Wirecard”

W połowie czerwca br. upadł niemiecka koncern – operator płatności elektronicznych „Wirecard”. Upadek firmy nastąpił po tym, jak audytorzy z Ernst&Young zwrócili uwagę na dziurę w jej bilansie finansowym o wartości prawie dwóch miliardów euro. Według EY, istnieją dowody na to, że chodzi tu o oszustwo na wielką skalę, przy współudziale wielu podmiotów z całego świata. Koncern przyznał się do wprowadzenia do swych bilansów fikcyjnych aktywów wartości 1,9 mld euro, umieszczonych jakoby na powierniczych kontach na Filipinach oraz liczy się z tym, że nie ureguluje wymaganych w najbliższych tygodniach i opiewających również na miliardy, zobowiązań kredytowych.

„Wirecard” nadzorowana była operacyjnie przez członka jej zarządu Jana Marsalka. 40-letni Austriak Jan Marsalek, dyrektor operacyjny firmy od 2010 roku, był odpowiedzialny właśnie za operacje „Wirecard” w Azji. Razem z całym zespołem zarządzającym został zwolniony ze stanowiska w trybie natychmiastowym 18 czerwca, a prokuratura w Monachium prowadzi śledztwo przeciwko niemu, jak też przeciwko byłemu prezesowi zarządu spółki Markusowi Braunowi oraz dwóm pozostającym na razie na stanowiskach, innym członkom zarządu. Wszystkich ich podejrzewa się o okłamywanie udziałowców, którzy, wskutek tego ponieśli poważne straty. Za Marsalkiem wysłano list gończy i nakaz aresztowania.

W dniu zwolnienia, Marsalek poinformował swoich współpracowników, że udaje się na Filipiny, aby znaleźć brakujące pieniądze i udowodnić swoją niewinność. Jak wynika z rezerwacji lotniczych i rejestrów, udał się do Manili, stolicy Filipin, 23 czerwca. Jednak dochodzenie przeprowadzone przez filipińskie władze wykazało, że rejestry imigracyjne zostały w jego imieniu sfałszowane, a cały wyjazd na Filipiny był tylko zasłoną dymną. Od tamtego czasu Marsalek jest poszukiwany przez władze niemieckie oraz austriackie pod zarzutem oszustwa oraz defraudacji.

Jak wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy portalu zajmującego się dziennikarstwem śledczym Bellingcat, przy współpracy z tygodnikiem "Der Spiegel" oraz portalem rosyjskim "The Insider" i amerykańską agencją McClatchy - miejscem, do którego udał się Marsalek zaledwie kilka godzin po wyrzuceniu z pracy, jest stolica Białorusi - Mińsk. Źródła te twierdzą, że rosyjskie rejestry imigracyjne oraz dane FSB sugerują, że Marsalek był od dawna przedmiotem zainteresowania rosyjskich służb bezpieczeństwa, a FSB odnotowywało w swojej bazie także jego podróże niedotyczące Rosji.

Natomiast niemiecka „Handelsblatt” twierdzi, że Marsalek 18 czerwca br. odleciał z Klagenfurtu przez Tallin i Mińsk do Rosji, a obecnie znajduje się pod nadzorem rosyjskich służb w jednym z prywatnych domów pod Moskwą. Ostatnie doniesienia prasowe wiążą Jana Marsalka z transferem znacznych sum pieniężnych z Dubaju do Rosji, a także z próbą wykorzystania, jakoby znajdujących się w jego posiadaniu dokumentów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, dotyczących środków chemicznych, wykorzystanych przy zatruciu byłego pułkownika KGB Skripala i jego córki, w brytyjskim Salisbury.

__________

Źródła: Handelsblatt, Der Spiegel, PAP, Взгляд