Koncepcje integracyjne w basenie Oceanów Indyjskiego i Pacyfiku

Indie, jeden z najważniejszych partnerów gospodarczych i politycznych Rosji proponują jej wzięcie udziału w procesie regionalnej integracji. Moskwa obawia się jednak, że celem tej integracji może być utworzenie koalicji antychińskiej, w której Moskwa kategorycznie nie chce uczestniczyć. Czy Indie, razem ze Stanami Zjednoczonymi, chcą wykorzystać Rosję do uderzenia w Chińczyków?

Rosja z pewnym sceptycyzmem i podejrzliwością patrzy na ofertę Indii dot. udziału w realizacji koncepcji Regionu Indo-Pacyficznego (Indo-Pacyfic Region - IPR) - swego rodzaju struktury integracyjnej, która z założenia powinna jednoczyć kraje regionu, aby przyczyniać się do ich wzajemnego rozwoju.

Rosyjski sceptycyzm wynika głównie stąd, że podobne inicjatywy w tym regionie podejmują Stany Zjednoczone. W połowie lipca 2020 roku Stany Zjednoczone wezwały „wszystkie cywilizowane narody” do krucjaty przeciwko „tyranii Chin” i bardzo im zależy, aby do tej krucjaty włączyły się Indie. USA bezskutecznie próbują wciągnąć w swoją grę również Federację Rosyjską, chociaż stosunki Waszyngtonu z Moskwą są „bardziej niż napięte”. Rosja odmawia. Jest oczywiste, że nie chce uczestniczyć w zbędnym jej konflikcie po stronie państwa, którego priorytetem polityki zagranicznej jest jej powstrzymywanie i które nałożyło na nią szereg sankcji politycznych i ekonomicznych.

Stąd próby Amerykanów, aby wciągnięcie ważnych państw regionu do szerokiej koalicji antychińskiej  zrealizować poprzez międzynarodowe inicjatywy gospodarcze, z udziałem najważniejszych państw regionu, takich jak Indie, które mogą „pociągnąć’ za sobą również Rosję.

Jednak, gdyby sięgnąć głębiej, to okazuje się, że Hindusom wcale nie zależy na tym, aby projekt integracji Regionu Indo-Pacyficznego skierowany był na powstrzymywanie Chin. Sama koncepcja IPR w swojej pierwotnej wersji została wysunięta przez Indie jeszcze w 2007 roku i miała służyć raczej, jako przestrzeń współpracy handlowej. Jednak wkrótce potem, koncepcja ta została przejęta przez inne kraje, które zaczęły wprowadzać do niej nowe pomysły i znaczenia. W rezultacie obecnie istnieje, co najmniej pięć wizji IPR, które zasadniczo się od siebie różnią.

Wersja australijska obraca się wokół Australii i Południowego Pacyfiku, wersja japońska - wokół zachodniego Pacyfiku, wersja indonezyjska - wokół ASEAN[1] i centralnej roli ASEAN-u w interakcji z innymi mocarstwami  w regionie Oceanu Indyjskiego i zachodniego Pacyfiku. Z kolei Amerykanie uważają, że IPR obejmuje wschodnią część regionu Oceanu Indyjskiego i cały Pacyfik. W ich rozumieniu jest to konstrukcja, która stanowi podstawę do powstania antychińskiego „bloku państw demokratycznych”, opartego na czterostronnym partnerstwie USA, Indii, Japonii i Australii. Takie  stanowisko w kwestii IPR, różni się krańcowo od pojmowania tego projektu przez Indie, które postrzegają IPR jako przestrzeń kulturową i gospodarczą, niezwiązaną z żadnymi blokami. Według obecnego premiera Indii Narendry Modi jego kraj jest zainteresowany Azją, w której rozwija się współpraca między wszystkimi krajami, które są częścią regionu lub mają w tym regionie swoje interesy. Kraje te powinny szanować swoją suwerenność, nie ingerować w wewnętrzne sprawy swoich partnerów i prowadzić politykę według ogólnie przyjętych zasad.

Tymczasem Donald Trump i jego administracja (a sądząc po obecności anty-chińskiego konsensusu w Stanach Zjednoczonych – również następcy Trumpa w Białym Domu) podejmują poważne wysiłki, aby utworzyć z IPR swego rodzaju antychiński analog NATO. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził już, że jednym z powodów ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Europie jest zagrożenie, jakie Chiny stanowią dla bezpieczeństwa Indii i krajów Azji Południowo-Wschodniej. W związku z tym, według Amerykanów, integracja w ramach IPR musi odbywać się na sztywno antychińskich zasadach. Waszyngton zdaje sobie sprawę, że w regionie nie brakuje krajów, które boją się ekspansji Chin i zainteresowane są ochroną swojej suwerenności, a także (w niektórych przypadkach) swojego terytorium przed Chińczykami. Amerykańska koncepcja powstrzymania Chin i ich strategicznego okrążenia wymaga udziału wszystkich głównych, regionalnych graczy, głównie Indii. Państwa dysponującego bronią jądrowa, graniczącego z ChRL i kontrolującego morskie szlaki komunikacyjne pomiędzy Europą i Bliskim Wschodem z jednej strony, a Azją Wschodnią z drugiej.

I na tym polega kluczowa różnica w pojmowaniu IPR przez USA i Indie. Różnica pomiędzy amerykańską „Azją rywalizacji”, a indyjską „Azją współpracy”, w której budowane są „mosty zaufania” między państwami. W rzeczywistości jest to logiczne rozwinięcie, wspomnianej już indyjskiej koncepcji z 2007 roku, zbudowanej wokół teorii ogólnej ochrony przez kraje IPR (głównie Indie i Japonię) szlaków komunikacji morskiej. Oczywiste jest, że tak sformułowana indyjska wersja IPR jest całkowicie inkluzywna[2] i nie tylko pozwala, ale zakłada udział w niej zarówno Chin, jak i Rosji.

Czy Amerykanie będą w stanie wywrzeć na Indie tak silną presję, aby te przystąpiły do antychińskiego sojuszu? W końcu przecież Indie tak naprawdę, obawiają się Chin. Niektórzy indyjscy eksperci uważają, że konflikt z Chinami będzie narastał, ponieważ Pekin postrzega Indie, jako swego rodzaju państwo-spoiler[3], które przy wsparciu Japonii, Stanów Zjednoczonych i szeregu innych krajów stara się nie dopuścić do realizacji „chińskiego snu” Xi Jinpinga. W związku z tym w Indiach aktywnie dyskutuje się, czy Delhi nie powinna zawrzeć sojuszu wojskowo-politycznego z Waszyngtonem.

Problem dla Stanów Zjednoczonych polega jednak na tym, że jak na razie większość argumentów przemawia przeciw temu sojuszowi. Przede wszystkim Hindusi nie są pewni, czy jeśli coś się stanie, Amerykanie będą gotowi wysłać wojsko, aby pomóc Indiom w obronie przed chińskim (a raczej chińsko-pakistańskim) atakiem. W Delhi uważa się, że pomoc ta jest niemożliwa ze względu na specyfikę systemu politycznego USA, nieprzygotowanie społeczeństwa amerykańskiego do nowej kampanii wojskowej w Azji oraz niezdolność Stanów Zjednoczonych do skutecznej realizacji swoich interesów w tym regionie. Jedyne, co Indie mogą uzyskać od USA, to techniczną pomoc wojskową i ewentualnie dane wywiadowcze. Według ekspertów rosyjskich[4], „Hindusi zbyt dobrze rozumieją wszystkie zalety swojej obecnej pozycji międzynarodowej: jeśli wybuchnie konflikt, Stany Zjednoczone udzielą Indiom pomocy nawet bez formalnego sojuszu, a Rosja nie będzie ingerować po stronie Chin. Ponadto Indie mogą całkowicie zablokować dostawy ropy do Pakistanu i Chin, z krajów Zatoki Perskiej dosłownie w jeden dzień i nie ma niczego, czym mogłoby odpowiedzieć Chiny i Pakistan”.

Poza tym „diabeł, jak zwykle tkwi w szczegółach”. Za prezydentury Donalda Trumpa Stany Zjednoczone aktywnie monetyzują[5] swoje stosunki z sojusznikami i w zamian za obronę domagają się podążania za polityką Waszyngtonu, w innych sprawach. W Delhi obawiają się, że podobnie jak w przypadku Niemiec, na które Amerykanie wywierają ogromny nacisk, żądając zaprzestania budowy Nord Stream 2,  Indie będą zmuszane do odmowy zakupu rosyjskiej broni i ograniczenia współpracy z Iranem itp..

„Próbne balony” w stosunkach amerykańsko-indyjskich zostały wypuszczone już w 2018 roku. Wtedy to USA podjęły próbę wprowadzenia sankcji na Indie, za zakup irańskiej ropy i dopiero po poważnej wewnętrznej dyskusji w amerykańskiej administracji, zdecydowano się tych sankcji zaniechać. Pentagon, który był zdecydowanie przeciwny sankcjom, argumentował wtedy, że ten krok odstraszy New Delhi i pogrzebie wszystkie inwestycje polityczne włożone w rozwój stosunków amerykańsko-indyjskich. Jakby na potwierdzenie tej argumentacji,  w mediach indyjskich pojawiła się fala publikacji, sprowadzająca się do konkluzji, że Indie są potęgą i nie powinny pozwalać krajom trzecim na wpływanie na jego politykę zagraniczną. Nawet eksperci, zajmujący dotąd proamerykańskie stanowisko, wyrażali wyraźne niezadowolenie z próby wprowadzenia przez USA sankcji wobec ich kraju. I chociaż Indie zostały wówczas usunięte z listy krajów objętych sankcjami, to pozostała niepewność i nieufność wobec amerykańskiego partnera.

W najbliższym czasie możemy spodziewać się poważnej dyskusji między czołowymi krajami regionu na temat tego, czy Azja będzie przestrzenią współpracy handlowej i gospodarczej, czy też rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Stworzenie IPR na warunkach amerykańskich byłoby dla USA idealnym rozwiązaniem. Jednak rząd w Delhi zdaje sobie sprawę, że przyjęcie amerykańskiej wizji IPR spowoduje niepotrzebny konflikt z Pekinem, obarczony poważnym strategicznym osłabieniem, bez poważnych zysków politycznych i ekonomicznych. Wydaje się, że Indiom nie odpowiada sojusz, w którym przypisuje się im rolę młodszego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Dla New Delhi priorytetem są własne interesy i odmowa przyłączania się do jakichkolwiek sojuszy. W tej sytuacji należy przyjąć, że Indie będą nadal trzymać się swojej wizji IPR i pomimo nacisków nie zaakceptują koncepcji amerykańskiej.

Zaangażowanie Rosji w projekt IPR jest ważne dla New Delhi. Jeśli Moskwa zrobi pierwszy krok i podpisze indyjski plan, może to rozwiać chińskie podejrzenia, że Hindusi pod pozorem współpracy i partnerstwa tworzą anty-chiński blok. Wtedy być może sama ChRL włączy się do projektu IPR, realizowanego w oparciu o indyjską wizję - co wzmocni pozycję negocjacyjną Delhi i pozwoli indyjskim przywódcom uniknąć niepotrzebnej konfrontacji.

Jeśli chodzi o Rosję, to przystępując do indyjskiego projektu IPR uzyskuje ona konkretne bonusy gospodarcze i polityczne, począwszy od realizacji korytarza transportowego Władywostok-Chennai (już zwanego rosyjsko-indyjskim „Morskim Jedwabnym Szlakiem”, a skończywszy na przekształceniu trójkąta Rosja-Indie-Chiny z fantazji, w obiektywną eurazjatycką rzeczywistość.

Rosja liczy również na to, że przystąpienie do indyjskiej inicjatywy IPR ułatwi jej realizację szeregu projektów bilateralnych z Indiami, jak choćby te, które dyskutowane były podczas spotkania Putin-Modi we Władywostoku, w kwietniu 2019 roku, takie jak: wspólna produkcja w Indiach samolotów pasażerskich, opracowanie i rozwój technologii obronnych i współpraca wojskowa, jako podstawa „szczególnie uprzywilejowanego partnerstwa strategicznego”, a wreszcie długoterminowe porozumienie w sprawie importu rosyjskiej ropy - być może północnym szlakiem morskim i system rurociągów.

 

[1] Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ang. Association of South-East Asian Nations, ASEAN) – organizacja polityczno-gospodarcza, założona 8 sierpnia 1967 w Bangkoku. Jej siedzibą jest Dżakarta. Członkami są: Filipiny, Indonezja, Malezja, Singapur, Tajlandia, Brunei, Wietnam, Laos i Mjanma oraz Kambodża.

[2] inkluzywny – wg PWN łączący lub obejmujący jakąś całość; też: przeznaczony dla wszystkich.

[3] tu: bruździciel, intrygant

[4] Aleksiej Kuprijanow z Instytutu Światowej Gospodarki i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk. Wypowiedź z 30.07.2020r. dla gazety Vzgliad

[5] Monetyzacja - tu: wymaganie zapłaty za obronę,

Monetyzacja – oznacza zamianę aktywów rzeczowych lub finansowych na prawny środek płatniczy. Zazwyczaj odnosi się do wybijania monet lub drukowania banknotów przez banki centralne. Potocznie – przekształcanie czegoś w pieniądz.

 

__________

Opracował: dr Krzysztof Surdyk