Iran i Irak reanimują irytujący Amerykanów ropociąg

Ryzyko wybuchu poważnej wojny w Zatoce Perskiej zagraża głównej, morskiej drodze dostaw ropy z Bliskiego Wschodu do Europy i Azji przez Cieśninę Ormuz. Wypowiedzi władz Iranu, o gotowości do zablokowania tego strategicznego przejścia prowadzą do wzrostu prognozowanych cen ropy, nawet do 500 USD za baryłkę. Ale istnieje alternatywa, nad którą pracują wspólnie Teheran i Bagdad. Jest nią zbudowany przed laty i od lat niewykorzystywany rurociąg Kirkuk-Baniyas. O rozpoczęciu negocjacji między Iranem, a Irakiem w sprawie przywrócenia funkcjonowania tego rurociągu, jako pierwszy poinformował iracki kanał telewizyjny al-Sumaria. Głównym argumentem przemawiającym za tym projektem jest potrzeba znalezienia drogi tranzytu ropy, niewykorzystującej Cieśninę Ormuz, która w przypadku starć zbrojnych między Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami z jednej strony, a Iranem z drugiej, może zostać zamknięta. Innym powodem, dla którego głównie Teheranowi zależy na tym ropociągu jest potrzeba obejścia amerykańskich sankcji, od lat (z małą przerwą po podpisaniu porozumienia nuklearnego[1]), nakładanych przez Waszyngton na Iran.

Według ekspertów zajmujących się problematyką Bliskiego Wschodu (Leonid Krutakov[2])  jest mało prawdopodobne, aby zamiar Teheranu stworzenia trasy przesyłu ropy naftowej z Iraku do Syrii zmusił Amerykanów do inwazji na Iran, ale plany te znacznie zwiększą stawkę w grze w Syrii, gdzie znajduje się jeden z punktów końcowych tego tranzytowego ropociągu.

Historyczna „rura”.

Rurociąg Kirkuk-Baniyas pojawił się wkrótce po II wojnie światowej (1953 r.), kiedy mocarstwa zachodnie tworzyły nowy system kontroli nad Bliskim Wschodem, aby zastąpić umierający kolonializm. Rurociąg zbudowany przez brytyjską BP na terenach Iraku i Syrii okazał się doskonałym narzędziem do realizacji polityki w stylu „dziel i rządź”. Najbardziej wrażliwym ogniwem na trasie przebiegu rurociągu był Irak. Jak pisze w swojej książce „Węglowodorowa Demokracja” („Hydrocarbon Democracy”), anglo-amerykański badacz Timothy Mitchell, ogromna większość irackiej ropy w tym czasie była eksportowana tym rurociągiem przez Syrię do Morza Śródziemnego, dlatego Bagdad nie kontrolował docelowego miejsca wysyłki ropy. Na śródziemnomorskim końcu ropociągu - w syryjskim mieście Homs i libańskim Deir Ammar - znajdowały się również główne zakłady rafinujące przesyłaną ropociągiem ropę naftową, tak więc Irak nie miał również możliwości własnej destylacji czarnego złota w celach eksportowych.

Dla Iranu kwestia lądowego korytarza węglowodorowego do Morza Śródziemnego od dawna jest kwestią arcyważną. Warto zwrócić uwagę, że wojna domowa w Syrii rozpoczęła się wkrótce po tym, jak Iran, Irak i Syria podpisały memorandum w sprawie wspólnego tranzytu gazu i budowy gazociągu z irańskiego pola South Pars do Europy w lipcu 2011 r. Wydajność tego projektu, o roboczej nazwie „Gazociąg Islamski”[3] i kosztującego około 10 miliardów dolarów, szacowano na 110 milionów metrów sześciennych gazu dziennie, a jego uruchomienie zaplanowano na lata 2014-2016. Gazociąg ten, pozwoliłby Europie obejść się bez skroplonego gazu z USA. Zagrażał również dostawom LNG z Kataru i w zasadzie torpedował konkurencyjny projekt dostaw gazu do Europy - Gazociąg Katarski. Jednak z powodu wojny w Syrii plany te nie zostały zrealizowane. Wojna w Syrii i w Północnym Iraku przekreśliła również dyskutowane w tym samym czasie plany odbudowy ropociągu Kirkuk-Baniyas.

W 2008 r., wiceprezydent Iraku Tarik Al-Hashimi ogłosił potrzebę szybkiego przywrócenia funkcjonowania rurociągu Kirkuk-Baniyas wraz z odgałęzieniem do miasta Trypolis w Libanie, co wiązałoby się z określonymi korzyściami nie tylko dla Iraku, ale także dla Syrii i Libanu. Jednym z kandydatów na prawo do realizacji tego projektu była rosyjska firma Stroytransgaz. Plany te nie zostały jednak wdrożone, a w 2014 r. rozpoczęły się walki o Kirkuk między kurdyjską milicją, a bojownikami Państwa Islamskiego, które ostatecznie pogrzebały te plany.

Dopiero jesienią 2017 roku rząd iracki przywrócił sobie kontrolę nad Kirkukiem, po czym ponownie pojawiła się kwestia uruchomienia rurociągu do Syrii. Oprócz tego władze irackie zdecydowały się odbudować rurociąg transportujący ropę naftową z Kirkuku do tureckiego miasta Ceyhan, omijając terytorium irackiego Kurdystanu (do którego nie włączono prowincji Kirkuk). Chętnych do uczestniczenia w tych projektach nie brakowało. Wkrótce po powrocie Kirkuku pod jurysdykcję Bagdadu, z propozycją przyłączenia się do rozwoju pól naftowych wokół Kirkuku wystąpiła brytyjska BP. Swoje interesy w tym regionie zaznaczył również Iran. W listopadzie 2017 r. Republika Islamska podpisała wstępne porozumienie z Irakiem w sprawie dostaw ropy z Kirkuku, do rafinacji w irańskim Kermanshah (330 km od Kirkuku), w ilości 30-60 tysięcy baryłek dziennie. Początkowo ropa miała być transportowana drogą lądową do Iranu, ale w przyszłości planowano zbudowanie rurociągu. W ten sposób Iran byłby w stanie uruchomić tranzyt swojej ropy naftowej w kierunku zachodnim - z Kermanshah (w Iranie) nowym rurociągiem do Kirkuku (w Iraku) i dalej zrekonstruowanym ropociągiem Kirkuk-Baniyas do portów śródziemnomorskich Baniyas (w Syrii) i Trypolis (w Libanie).

Dzisiejsze problemy związane z tranzytem węglowodorów na Bliskim Wschodzie.

Dostawy ropy z pól prowincji Kirkuk do Iranu rozpoczęły się w czerwcu ubiegłego roku. Wtedy to oficjalny przedstawiciel irackiego Ministerstwa Ropy, Ahmed Jihad, potwierdził zamiar budowy w przyszłości rurociągu o przepustowości 250 tysięcy baryłek dziennie z pól Kirkuku do granicy z Iranem. A w sierpniu ubiegłego roku iracki kanał al-Sumaria doniósł, że Iran ponownie proponuje ponowne uruchomienie rurociągu Kirkuk-Baniyas, uznając, że „rura Kirkuk-Baniyas jest jednym z ważnych elementów integracji rurociągów Eurazji, która doprowadzi do stworzenia niezależnego od USA systemu dostaw energii do Europy”. Według ekspertów, trudno jest ocenić, jaki jest obecny stan rurociągu, ale z pewnością „zrestartowanie” takiego obiektu będzie znacznie łatwiejsze niż budowanie nowego. Ci sami eksperci twierdzą, że jeśli nie jest to próba sprowokowania USA do pewnych działań, projekt wygląda całkiem realistycznie. W Europie są nabywcy ropy, a sama ropa naftowa jest nadal motorem napędowym nowoczesnej gospodarki, bez względu na to, co mówi się o alternatywnych źródłach energii.

W ubiegłym roku, kiedy pojawiły się pierwsze informacje o planach Iranu ożywienia szlaku Kirkuk-Baniyas, ilość przepompowywanej przez nią ropy została określona na 1,25 miliona baryłek dziennie. To czterokrotnie więcej niż transportowano tym ropociągiem w latach 2000-2003, ale tylko niewielka część ruchu naftowego, który przechodzi codziennie przez Cieśninę Ormuz (ponad 17 milionów baryłek).

Ropociąg Kirkuk-Baniyas nie jest jedyną alternatywą dla głównej trasy naftowej na Bliskim Wschodzie (tzn. Cieśniny Ormuz). Na przykład w listopadzie ubiegłego roku okazało się, że przepustowość wspomnianego wyżej rurociągu z Kirkuku do tureckiego portu Ceyhan, została zwiększona po modernizacji, z 700 tysięcy, do miliona baryłek dziennie. Ponadto w 2021 r. Iran planuje zakończyć budowę rurociągu naftowego o wydajności do miliona baryłek dziennie, którego końcowym punktem będzie Zatoka Omańska, czyli nowa irańska „rura” pozwoli na obejście Cieśniny Ormuz.

W odbudowie pewnych elementów trasy Kirkuk-Baniyas może wziąć udział również Rosja. W styczniu Rosnieft podpisał umowę z libańskim Ministerstwem Energii i Wody, na mocy której rosyjska firma otrzymała w zarząd terminal magazynowania produktów naftowych w śródziemnomorskim porcie Trypolis. Minister ds. Energii i zasobów wodnych Libanu Cesar Abu Khalil twierdzi, że pojemność magazynowa tego terminalu zostanie zwiększona, początkowo do 450 tysięcy ton, a w następnych etapach rozbudowy do półtora i dwóch milionów ton. Ten wzrost mocy niezbędnych do przetwarzania i magazynowania ropy, potrzebny jest Libanowi przede wszystkim w związku z planami zagospodarowania złóż węglowodorów na szelfach morskich. Jednocześnie jednak rząd Libanu liczy, na uruchomienie rurociągu Kirkuk-Baniyas, wraz z odgałęzieniem do portu w Trypolisie. Już w kwietniu br., przewodniczący parlamentu Libanu, Nabih Berry ogłosił, że trwają negocjacje z Irakiem w celu ponownego uruchomienia tego rurociągu, ale dopiero na początku lipca Iran, Syria i Irak uzgodniły, że w ramach rozwoju wzajemnych stosunków, utworzą multimodalny korytarz transportujący węglowodory do wybrzeży M. Śródziemnego. Jest to ewidentny sygnał, że kraje te wracają do planów przerwanych przez wojnę w Syrii.


Cieśnina Ormuz wobec alternatywnych szlaków tranzytowych.

Zamknięcie Cieśniny Ormuz jest ulubioną groźbą, stosowaną przez Iran od lat. Po raz pierwszy Iran wykorzystał ją podczas wojny tego kraju z Irakiem w latach 80. XX wieku, kiedy w rzeczywistości zaprzestano również z wykorzystania rurociągu Kirkuk-Baniyas.  W ciągu ostatniego roku władze irańskie wielokrotnie wyrażały gotowość zamknięcia Cieśniny Ormuz, a ostatnie incydenty w Zatoce Perskiej (m.in. zatrzymanie brytyjskiego tankowca) doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen ubezpieczeń tankowców. Na przykład pod koniec lipca pojawiła się informacja, że dla japońskich armatorów ubezpieczenia te wzrosły dziesięciokrotnie. Przedstawiciel Iranu w OPEC Hossein Kazempur Ardebili powiedział, że działania USA związane z sankcjami nakładanymi na jego kraj i „wojownicze” oświadczenia Donalda Trumpa mogą spowodować wzrost cen ropy nawet do 100 USD za baryłkę.

Bardziej niepokojąco brzmią oceny dotyczące możliwych konsekwencji zablokowania Cieśniny Ormuz. Według szefa amerykańskiej firmy Genoil Inc., zajmującej się m.in. badaniem pól naftowych Davida Lifschulza[4], jeśli Irańczycy to zrobią, 22% światowych dostaw ropy zostanie zablokowane, w wyniku czego cena ropy może wzrosnąć do poziomu 500-1000 dolarów za baryłkę. Jego zdaniem może to doprowadzić do załamania całej gospodarki światowej, ponieważ tak ogromny ubytek ropy naftowej na rynku, jest niemożliwy do zrekompensowania. Lifschulz cytuje jednego z bankierów inwestycyjnych, który twierdzi, że sytuacja taka może spowodować krach na rynku instrumentów pochodnych w wysokości 1,2 biliarda (jednostka i 15 zer) dolarów, co byłoby porównywalne do czarnego czwartku 24 października 1929 r., który wywołał Wielki Kryzys. Lifschulz twierdzi również, powołując się na opinię generała Barry McCaffrey’a[5], że „siły morskie USA nie będą w stanie utrzymać Cieśniny Ormuz otwartej, a w przypadku wojny z Iranem flota USA będzie musiała natychmiast opuścić tę strefę. W przeciwnym razie grożą jej poważne straty, jeżeli nie całkowite zniszczenie ”.

Znaczenie Cieśniny Ormuz dla światowego handlu ropą naftową, trudno jest przecenić, jednak jak widać  z powyższego, targane przez konflikty i wojny kraje Bliskiego Wschodu wiedzą o tym i poszukują alternatywnych dróg tranzytowych. Na to nakłada się jeszcze rywalizacja pomiędzy sunnickimi i szyickimi, bliskowschodnimi producentami węglowodorów, wspieranych przez światowe mocarstwa, które widzą tu również swoje interesy. Obecnie ze względu na wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem oraz zwiększanie przez Waszyngton presji ekonomicznych na ten kraj, sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Zatrzymanie irańskiego tankowca w Gibraltarze i brytyjskiego w Zatoce Perskiej mogą być zarówno pierwszym sygnałem otwartego konfliktu na Bliskim Wschodzie, jak i wezwaniem do opamiętania.

Jak by jednak nie było, to zarówno globalni korporacje produkcyjne, handlowe, finansowe, jak i lokalne firmy i przedsiębiorstwa na całym świecie, muszą uwzględniać obecną, napiętą sytuację w tym regionie, w planowaniu swojej działalności gospodarczej.

----------

[1] Porozumienie nuklearne z Iranem – międzynarodowe porozumienie dotyczące kontroli irańskiego programu rozwoju broni jądrowej, zawarte 14 lipca 2015 roku w Wiedniu pomiędzy Iranem, a sześcioma mocarstwami – w tym pięcioma nuklearnymi i równocześnie stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ: USA, Rosją, Wielką Brytanią, Francją i Chinami oraz Niemcami. Dodatkową stroną porozumienia jest Unia Europejska.

[2] Leonid Krutakov – rosyjski specjalista ds. politycznych i ekonomicznych, dziennikarz i komentator spraw międzynarodowych.

[3] Patrz: K. Surdyk, Konflikt ukraiński w rozgrywkach geopolitycznych, wyd. Difin , 2017, s. 43

[4] David Lifschulz – prezez zarządu Genoil Inc. Genoil jest firmą naukowo-badawczą zajmującą się opracowaniem nowych technologii dla przetwórstwa ropy naftowej, gazu i kondensatów gazowych, redukcji węgla w technologiach spalania, a także technologii oczyszczania wody. Wcześniej kierował m.in. firmą Lifschultz Terminal Leasing Inc., holdingiem i spółką inwestycyjną lokującą swój kapitał odnawialne źródła energii.

[5] generał Barry McCaffrey – emerytowany czterogwiazdkowy generał sił lądowych USA. W okresie służby wojskowej zajmował wiele odpowiedzialnych stanowisk, w tym m.in. był dowódcą Southcom, dyrektorem Zarządu Polityki i Planowania Strategicznego w Szefostwie Połączonych Sztabów SZ USA i zastępcą przedstawiciela USA przy NATO. Po zakończeniu służby wojskowej zajmował szereg odpowiedzialnych stanowisk w administracji prezydenta Clintona. Jest także wykładowcą w Akademii Wojskowej SZ USA,  profesorem Bradley of International Security Studies, a także konsultantem polityczno-wojskowym i komentatorem telewizyjnym.

__________

Autor: dr Krzysztof Surdyk